wtorek, 8 września 2020

Nhu Diep, Magikeren

 



W 2015 roku Nhu Diep wydała Nådeløs bildebok for barn - najstraszniejszą i równocześnie najgorszą książkę dla dzieci, jaką miałam  do tej pory w ręce. Rok później stworzyła opowieść, która całkowicie zatarła tamto niedobre wspomnienie.

 

Nådeløs bildebok for barn (dosł. Bezwzględna książka dla dzieci) była tak straszna, że nie chcę do niej wracać. Tu znajdziesz recenzję,która wszystko wyjaśni. 

Dość powiedzieć, że po tamtej książce miałam niesmak i niechęć do zapoznawania się  z innymi pracami tej autorki.  Na szczęście mój słaby wzrok sprawił, że w bibliotece natknęłam się na Magikeren, gdzie nazwisko autora  było wydrukowane tak małą czcionką, że nie zwróciłam na nie uwagi. I szczęśliwie, że tak się stało, bo inaczej straciłabym okazję  poznania Nhu Diep z innej strony.

Magikeren (Magik) pokazuje  zdecydowanie najlepszą stronę wietnamsko-norweskiej autorki. Diep stworzyła poetycką i oryginalną książkę na wysokim poziomie artystycznym. To osobista, ale równocześnie uniwersalna opowieść o życiu - w wymiarze biologicznym i duchowym. Większą część tekstu stanowi piosenka śpiewana przez umierającą rybę. Opowieść Diep zapełniają morskie żyjątka, ptaki, ssaki, owady i góry. Są tu również ziarna i jajka, które symbolizują początek życia. Największą wartością tej publikacji jest niejednoznaczność i wiara autorki w inteligencję czytelnika. I dlatego ilustracje, zresztą podobnie jak tekst, są sygnałem/zapalnikiem dla wyobraźni odbiorcy. Spójrzcie np. na obrazek, który ilustruje tekst o koniku morskim walczącym z prądem.




Niebanalne jest również przedstawienie żuka, który w swoim żuczym trudzie zostaje nagrodzony światłem dnia.



A oto wiewiórka z szybkimi łapkami, które wspinają się po drzewie.



Gdzie w tej  florze i faunie miejsce dla tytułowego magika? Otóż ów bohater znajduje się w samym środku, rzec by można w sercu książki. Towarzyszy mu ilustracja, która wyróżnia się spośród  innych - jako jedyna jest czarno-biała, wydrukowana na  błyszczącym, kredowym papierze. Wszystkie pozostałe strony są matowe i utrzymane w łagodniejszej kolorystyce. Magik ma osiem ramion i  wykonuje sztukę ze znikaniem w czarnej chmurze. Co to znaczy? Trudno o jednoznaczne wytłumaczenie, skoro autorka zaprosiła nas do świata poezji i nieskrępowanej wyobraźni. Czy magik jest Bogiem? Prawem natury? Czy sztuka ze znikaniem oznacza śmierć? A może to tylko prestidigitator, który dobrze opanował swoje rzemiosło?

Piosenka o życiu, która otwiera przed czytelnikiem różne skojarzenia i budzi zróżnicowane uczucia  pojawia się w kontekście spotkania dwóch istot - dwóch par oczu. To swoista klamra kompozycyjna, niejednoznaczna, ale przywołująca asocjacje z pożegnaniem. To spotkanie człowieka ze zwierzęciem (rybą), pokazujące, że na Ziemi wszyscy śpiewamy jedną piosenkę o życiu i śmierci.

Na koniec muszę dorzucić jedno „ale”. Otóż książka Magikeren, choć jest reklamowana i sprzedawana jako publikacja dla dzieci… niestety nie nadaje się dla małych czytelników. To propozycja zbyt trudna dla przeciętnych dzieci. I dlatego mamy tu do czynienia z publikacją, która  mija się z grupą docelową.

Jednak mimo tego uważam, że Nhu Diep stworzyła jedną z ciekawszych propozycji na norweskim rynku książki obrazkowej; nawet jeśli publikacja trafi do ograniczonej liczby czytelników.

 


Nhu Diep  (født 1978) er en vietnamesisk-norsk  illustratør  og grafisk designer . Hun debuterte som bildebokforfatter i 2010 med  Lille Ting. I 2015 gav hun ut  Nådeløs bildebok for barn.  Det var den dårligste barneboka jeg har lest! Her kan du leseanmeldelse av den. 

Men Magikeren er helt annerledes.  Boka starter og og avsluttes med ei jente som betrakter en døende fisk i en gullfiskbolle. Fisken synger en siste sang for jenta, en hyllest til alt som kan oppstå der liv blir til: en sjøhest, en blekksprut, en tordivel, et ekorn...

Magikeren er ingen typisk barnebok. Anne  Schäffer (i Barnebokkritikk)
har skrevet at  «Magikeren er en poetisk, men utydelig fortelling fra fiskemunn – rettet mot feil målgruppe». Schäffer har kommet til en konlusjon at «Magikeren er et spennende og annerledes diktverk i tekst og bilde. Boka er beregnet på barn, men handlingen er uklar. Den oppadgående bevegelsen i fortellingen brytes og bildespråket i illustrasjonene er såpass fritt at det ikke hjelper leseren å knekke koden. Som peke- og samtalebok kan den passe for barn, ellers ville jeg plassert den i en lyrikkhylle for voksne».

Det er vanskelig å være uenig med henne. Men selv om Magikeren passer ikke til alle barn, Nhu Diep lykkes å gjøre en spennende boka om livets store spørsmål. Både tekst og illustrasjoner holder høy kunstnerisk kvalitet. Illustrasjonene er utrykksfulle, moderne, med veldig forskjellige uttrykk. Sammen utgjør tekst og bilder en vakker og poetisk bok, som kan skape undring både hos barn og voksne.

 

 



Tekst i ilustracje/ tekst og illustrasjoner: Nhu Diep 
Tytuł/Tittel: Magikeren
Wydawnictwo/ Forlag: To streker
Rok wydania/ Årstall: 2016
Ilość stron/ Antall sider: 48
Język/språk: bokmål
Grupa wiekowa/Alder: 6-9

 

 

poniedziałek, 6 lipca 2020

Gaute Gjøl Dahle, Rune Markhus, Ring, ring!





Książka duetu Gaute Gjøl Dahle (tekst) i Rune Markhus (ilustracje) przykuła moją uwagę ilustracjami i tytułem Ring, ring! (Obrączka, obrączka!). Byłam ciekawa czy po Władcy pierścieni można napisać jeszcze coś ciekawego o obrączce/pierścieniu.


Na początek zacznę od tego, czego w książeczce Ring, ring! nie znajdziemy. Po pierwsze brak tu trudnej problematyki, z którą według wielu norweskich autorów powinny zmierzyć się dzieci. Tak więc nie  ma tu nic na temat rozwodu, nieuleczalnych chorób i śmierci. Autorzy nie opisują również negatywnych emocji i problemów psychicznych. Nie podejmują tematu orientacji (i dezorientacji) seksualnej. Nie moralizują i nie wyjaśniają jak należy rozumieć tolerancję.
I w zasadzie, chwała im za to. Czasem odczuwam bowiem pragnienie (czy podobnie myślą mali czytelnicy?) przeczytania czegoś nieskomplikowanego i zabawnego.


Przejdźmy teraz do tego, co jest w książce Ring, ring! Przede wszystkim poznajemy tu dość standardową rodzinę norweską, która składa się z mamy, taty, dwójki dzieci i zwierzaka. Rodzina  nie cierpi na żadne poważne przypadłości, ale…  Opowieść bez jakiegokolwiek problemu lub choćby maleńkiego konfliktu byłaby  śmiertelnie nudna. A ta książeczka jest całkiem ciekawa.
Otóż pewnym problemem rodziny jest mama, która wszystko gubi. I dlatego nazywa się Mistern (zapominalska). W tej sytuacji osobą, która ratuje sytuację jest tata, i dlatego nosi on przydomek Finnern (znalazca). Tata za każdym, gdy mama coś zawieruszy prowadzi akcje poszukiwawczą. Zdarza się to bardzo często. Starszy syn, którego imienia nie poznajemy,  jest super asystentem Znalazcy i narratorem tej opowieści.
Młodszy brat jest zbyt mały, aby uczestniczyć w poszukiwaniach, więc spełnia rolę drugoplanową, zresztą podobnie jak kot, który w zasadzie jest kotorenem, o czym świadczy małe poroże i sarkastyczny charakter, który wyraża się w jego komentarzach. Zresztą trudno powiedzieć , jaki charakter mają kotoreny. Tu można jeszcze dodać, że neologizm rein katt po norwesku brzmi zabawnie, bo nazwy wielu zwierząt są w tym języku tworzone w oparciu o słowo kot.

Opowieść rozpoczyna się pewnego dnia, gdy mama gubi kolejną rzecz. Tym razem sprawa jest poważna, bo chodzi o obrączkę ślubną, którą dostała od swojej mamy. Nawiasem mówiąc razem z obrączką dostajemy w pakiecie obraz sytuacji rodzinnej w Norwegii. Babcia podarowała obrączkę mamie po tym jak się rozwiodła z mężem, a zapominalska mama i tata nie są małżeństwem.

Akcja poszukiwawcza, którą rozpoczynają tata i jego mały asystent jest zakrojona na wielką skalę, o czym przekonują zarówno tekst jak i rysunki. Jedno i drugie jest przezabawne.
Humorystyczne i karykaturalne ilustracje wykonane głównie tuszem, i z wykorzystaniem kolażu - zdjęć, nasuwają skojarzenia z komiksem. Małym czytelnikom dają możliwość oglądania wielu szczegółów i zaangażowania się w poszukiwania razem z bohaterami.
Poszukiwania trwają długo, tak długo, że w końcu przychodzi zima i Znalazca oraz jego mały pomocnik muszą się poddać.  A potem mamy lato: tata i synek spędzają miłe chwile w ogrodzie, jedząc truskawki i czytając Władcę pierścieni (oczywiście). Wtedy zauważają coś niezwykłego…
Nie będę zdradzała zakończenia, które odnosi się zresztą do pewnej autentycznej  historii opisanej w prasie, ale powiem, że wszystko kończy się super happy endem, a poszukiwana obrączka spełnia swoją właściwą rolę.


Głównym i podstawowym celem  Ring, ring! jest przede wszystkim dobra zabawa, w którą autorzy wciągają dzieci. I robią to z powodzeniem. Warto jednak zwrócić uwagę na coś, co pojawia się tutaj jakby mimochodem. Tym „czymś” jest rola taty, który jest dla swojego synka prawdziwym bohaterem. Tata - Znalazca  traktuje dziecko poważnie i z szacunkiem czyniąc z niego  swojego pomocnika. To bardzo budujący obraz współczesnego ojca i  relacji rodzic-dziecko jest, która  opiera się na przyjaźni i akceptacji.


Trzeba przyznać, że Ring, ring! jest całkiem udanym debiutem Gaute Gjøl Dahle (ur. 1972), który na co dzień zajmuje się reklamą i  ma tytuł magistra w dziedzinie  i projektowania mebli i wnętrz.
Rysownik Rune Markhus  (ur. 1972) debiutantem natomiast nie jest i ma na swoim koncie sporo książek dla dzieci i parę nagród. Ring, ring! również został zauważony i otrzymał w roku 2020 dyplom Grafillu (Stowarzyszenia norweskich rysowników).





Gaute Gjøl Dahle og Rune Markhus har klart å lage en morsom og spennende bok. Hva handler Ring, ring! om?
 «Mamma mister alltid noe. Derfor kaller vi henne bare Mistern. Nå er ringen hennes borte – igjen! Flaks da, at pappa og jeg er eksperter på å finne ting. Pappa er Finnern, og ikke for å skryte, men jeg er hans superassistent!»
Denne historien handler om den gangen Mistern mista en spesiell ring og Finnern og superassistenten hans nesten ga opp å finne den igjen. Kunne ringen være borte for godt eller hadde Mistern denne gangen mista noe på en uvanlig spesiell måte? Heldigvis ender det til slutt som det alltid gjør – Finnern er vinner’n og vinner av den evige kjærligheten!» (Gyldendal Forlag)

Ring, Ring! ligner tegneserie og er relativt enkel i formspråket. Trond Sätre  kalles boken „hybrid”.

«Ja, «Ring, Ring!» er en blanding av bildebok og tegneserie, da den har både snakkebobler, sekvensielle bilderekker, og iblant sekvensielle helsidebilder tilsvarende Martin Ernstsens «Kodok’s Run» (2011). Men den gjør så mye mer ut av kombinasjonen enn noen annen publikasjon som Serienett tidligere har omtalt som «hybrid». Vinklinger og farger endres konstant, figurer og miljø ser ut til å leve sitt eget liv nærmest på siden av selve fortellingen, og illustrasjonene skifter fra stilisert semi-realisme og minimalisme på en side til total surrealisme og svimlende detaljrikdom på den neste. Alt er lov bare det bidrar til å intensivere den ustyrlige komikken. Som tegner og iscenesetter har Markhus ingen skrupler, annet enn at det skal være mulig å sette på trykk i ei barnebok».

Personlig mener jeg at det er flotte samspillet mellom tekst og bilder som gjør at Ring, ring! kustnerisk holder et svæert høyt nivå. Dette en virkelig en bok som bør leses!



Gaute gjøl Dahle,Rune Markhus, Ring, ring!
Gyldendal Norsk Forlag 2019
Język/språk: norweski (bokmål)/ norsk (bokmål)
Grupa wiekowa/Alder: 3-6 lat/år
64 strony/ 64 sider




czwartek, 26 września 2019

Gro Dahle, Svein Nyhus, Dragen







Najnowsza książka Gro Dahle i Sveina Nyhusa nie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiła nas para norweskich autorów. Jeśli znacie ich wcześniejsze publikacje: Włosy mamy, Zły pan, Wojna, Akvarium (Akwarium) i Blekksprutten (Ośmiornica), to wiecie, czego można się spodziewać. Ważny i trudny temat i świetne ilustracje - wszystko to znajdziecie w Dragen (Smok).



Dragen nie jest tak wstrząsającą książką jak Blekksprutten, która jak do tej pory jest według mnie najbardziej ponurą książką Nyhusa i Dahle. Jednak Smok jest wystarczająco poważny, aby znaleźć się w rankingu najsmutniejszych książek dla dzieci.

Tematem jest dysfunkcyjny rodzic - matka, która jest tytułowym smokiem. Ziejącym ogniem i dręczącym swoją córeczkę, Lilli. Svein Nyhus postarał się, aby nadać tej postaci fizjonomię równocześnie smoczą i kobiecą. Ma ona wszelkie atrybuty znane z klasycznych baśni, a więc smoczą skórę, pysk z wielkimi zębami i długi ogon. Ale równocześnie długie rzęsy, czerwoną szminkę na pysku/ustach i długie, czerwone paznokcie. Ma na sobie elegancką, w czerwoną suknię ozdobioną sznurem pereł i takimiż kolczykami.  Bez wątpienia jest to smoczyca, która spędza długie godziny przed lustrem. Mamy tu więc postać pół ludzką i pół zwierzęcą - kobietę i smoka. Ta hybryda jest symboliczna. W książce norweskich autorów smok to kobieta, która nie radzi sobie ze swoimi emocjami, przede wszystkim ze swoją złością. Jedyną osobą, na której może się „wyżyć” jest jej córeczka Lilli.

Opis strachu Lilli, która wraca ze szkoły do domu jest wstrząsający. Dziewczynka nie wie co zastanie w mieszkaniu, ani w jaki sposób zaatakuje ją smok, bo że zaatakuje, to jest pewne. Matka-smok rzuca się z wściekłością na córeczkę, która niechcący zrzuca na podłogę w przedpokoju parasol. Smoka nie wolno budzić! Smok potrząsa małą Lilli i wrzeszczy. Wszędzie czuć zapach siarki i spalenizny. Dziecko zostaje zamknięte w komórce, a potem wypuszczone tylko po to, aby doświadczyć kolejnego ataku wściekłości smoka.

Uczucia dziecka, które jest ofiarą niestabilnej emocjonalnie matki są oddane bardzo dobrze. Wiem coś o tym. Dziecko próbuje robić wszystko, aby nie sprowokować smoka, chodzi na paluszkach, kuli się. Najchętniej stałoby się niewidoczne, przestałoby istnieć.
A jednak ta mała dziewczynka podejmuje pewne działanie, które przyniesie jej ocalenie. Obawiając się, że smok w swoim ataku furii spali dom, wpada na pomysł by napisać kartki z wołaniem o pomoc i rozwiesić je w całym mieście.


Hjelp!
Drage i huset!
Jeg kan ikke bo hjemme! ”

(Pomocy!
Smok w domu!
Nie mogę mieszkać w domu!)
- jest napisane na kartach, gdzie znajduje się dodatkowo numer telefonu.

Na to rozpaczliwe wołanie odpowiada pogromca smoków, który dzwoni do Lilli i zapowiada, że przybędzie, aby rozprawić się z potworem. Pogromca okazuje się całkiem dobrze uzbrojoną/wyposażoną kobietą-rycerzem. Smok próbuje oszukać pogromczynię, ubiera się wytwornie i grzecznie zaprasza na filiżankę kawy. Pogromczyni jednak najwyraźniej niejednego smoka pokonała i nie daje się zwieść. Stacza walkę ze smokiem, któremu ostatecznie podsuwa lustro pod pysk. Ta scena  nasuwa skojarzenia z baśniowo-mitycznymi postaciami  - Bazyliszkiem i Meduzą. „Er det virkelig meg?” (Czy to naprawdę ja?) - pyta smok, nie mogąc uwierzyć, że stał się tym, czym jest.
Dalsza część walki nie ma już wymiaru fizycznego, ale przybiera formę rozmowy. Są tu słowa, które mogłyby paść podczas terapii rodzinnej o tym, że tylko sam smok ponosi odpowiedzialność za taki stan rzeczy, i że walka ze złością jest zadaniem, które on sam musi podjąć.  Pogromczyni wyraża również przekonanie, że choć zadanie to jest trudne, to smok mu podoła, ponieważ kocha Lilli, a Lilli kocha smoka. Pojawiają się tu również słowa, które mógłby wypowiedzieć ktoś inny niż psycholog rodzinny: „Du eier ikke Lilli. Hvis du ikke er grei, så mister du henne”. (Lilli nie jest twoją własnością. Jeśli nie będziesz dobry, stracisz ją”. Te słowa mógłby wypowiedzieć pracownik Barnevernet, norweskiej instytucji, która nie ma najlepszej prasy i znana jest z tego, że zdarza się jej popełniać błędy, o czym świadczą ostatnie wyroki Trybunału w Strasburgu. Dlaczego o tym wspominam?

Muszę się przyznać, że trudno mi czytać tę książkę bez tego kontekstu. I choć całym sercem jestem po stronie dziecka, w tej i nie tylko tej książce,  a także przede wszystkim w rzeczywistości pozaliterackiej,  to mam tu pewien problem. Otóż obawiam się, że książka ta może być odebrana przez niektórych czytelników jako lekko propagandowa. Ale z drugiej strony - jak napisać o tym problemie, nie podpowiadając dzieciom istniejących rozwiązań i możliwości ratunku?




Nie zdradzę zakończenia Dragen. Domyślcie się tego sami. Podpowiem tylko, że na ostatniej ilustracji smok ma na sobie sukienkę w groszki, na ogonie zawiązaną czerwoną wstążeczkę, grzecznie złożone łapki i uśmiech na pysku.

Na koniec zostawiłam sobie to, co „tygryski lubią najbardziej”, czyli ilustracje. Svein Nyhus wypracował swój styl, którego konsekwentnie się trzyma w ciągu ostatnich lat. Według mnie składają się na niego trzy elementy:
1. Zamaszysta linia, której ostrość jest zniwelowana cieniowaniem i tendencją do kształtów zaokrąglonych.
2. Kolorystyka - stonowana, oparta najczęściej na kontraście szarego/niebieskiego i zgaszonej żółci.
3. Symbolika

Punkt 1. i 2. jest znakomicie zrealizowany w Dragen i nie będę się na ten temat rozpisywać. Zamiast tego załączam zdjęcia ilustracji.  Co do punktu 3., czyli symboliki, to chciałabym się tu na chwilę zatrzymać. W ilustracjach Nyhusa można wskazać elementy, które wzmacniają tekst, ale które w tekście nie są bezpośrednio wyrażone. To zresztą cecha najlepszych książek obrazkowych, które nie realizują tekstu w sposób niewolniczy, literalny, tylko podchodzą do niego w sposób  kreatywny. Norweski rysownik wprowadził w Dragen motyw czarnego dymu, który towarzyszy nam na każdej stronie. Złowieszczy czarny dym można odczytać jako smoczą wściekłość, agresję i zło, które niszczy dziecko. Na ostatniej stronie, kiedy smok przechodzi przemianę, dym staje się biały.
Warto zwodzić uwagę również na motyw wycieraczki, która ma okrągły kształt i przypomina tarczę strzelniczą lub tą, której się używa do gry w rzutki. Na tej macie/tarczy stoi Lilli, która jest łatwym celem dla atakującego smoka. To czytelny symbol tego, czym staje się dziecko dla wściekłego, niepanującego nad swoimi emocjami rodzica.




Jeśli chodzi o technikę, w jakiej zostały wykonane ilustracje, to zdradza ją sam rysownik na swoim blogu:
Illustrasjonene er tegna direkte i Photoshop med digitalpenn på tegneskjerm. Det er selvsagt mange måter å gjøre dette på. Metoden her har jeg brukt flere ganger før, men istedenfor å «klippe ut» biter med lasso-verktøyet og plassere dem på en egen bakgrunn, har jeg «malt» konturer, lys og skygge på samme flate».
(„Ilustracje są rysowane bezpośrednio w Photoshopie za pomocą pióra cyfrowego na ekranie do rysowania. Oczywiście istnieje wiele sposobów, aby to zrobić. Metodę tę stosowałem już kilka razy wcześniej, ale zamiast „wycinać” bity za pomocą narzędzia lasso i umieszczać je na osobnym tle, „malowałem” kontury, światło i cień na tej samej powierzchni).

Mimo małego zastrzeżenia, chciałabym, aby Dragen został przetłumaczony na język polski. Powody są co najmniej dwa. Po pierwsze jest to ważna i dobrze „zrobiona” publikacja. Po drugie temat, który podejmuje jest ciągle aktualny. W wielu rodzinach są smoki i smoczyce. I dlatego każda pomoc w walce z nimi jest bezcenna. Bezcenna nie tylko dla dzieci, ale również dla samych smoków.






Gro Dahle og Svein Nyhus står bak mange bøker som tar opp tabubelagte temaer som omsorgssvikt, incest og vold i familien. Tidligere utgitt de: Sinna Mann (2003), Håret til mamma (2007), Akvarium (2014) og Blekkspruten (2016). I 2018 kom ut Dragen.

Boka handler om en mor som er en drage.  Hun terroriserer dattera med det vekslende humøret sitt.
Det er verdt å tenke over hva er egentlig dragen? Det er et skikkelig monster med hode med horn, ildsprutende kjeft, klør og vinger. Men Nyhus’ skikkelse er samtidig en kvinne, halvt dyr, halvt menneske. Vi kjenner lignende skapningen fra greske mytologi og folkeeventyr.  De oftest fremstilt som ond og farlig, de skremmer mennesker.
Dragen fra denne boken skremmer sin lille datter.  Den har store problemer med å mestre sinne, den låser Lilli inn i skapet, blir rasende for den minste lyd. Barnet livet i konstant frykt og aldri ha med seg venner hjem. Hun prøver å gjøre alt for ikke å provosere dragen. Helst ville hun bli usynlig, nesten eksisterer ikke. Gro Dahle inntar barnets perspektiv og dette gjør at hun  beskriver barns følelser på en troverdig måte.

Finnes det noen løsninger for Lilli?


Til slutt henger barnet opp lapper på lyktestolper og oppslagstavler. «HJELP! Drage i huset! Jeg kan ikke bo hjemme!», skriver hun og legger ved telefonnummeret sitt. Da ringer heldigvis dragetemmeren. Hun er godt bevæpnet og har lang erfaring i kamper mot drager. Men kampen er ikke som typiske «eventyr dragekampen». Dragetemmeren bruker argumenter fra familieterapi eller Barnevernet: „Du eier ikke Lilli. Hvis du ikke er grei, så mister du henne”. Hun setter speilet under dragonens kjeft: „Er det virkelig meg?”, spør dragen som oppdager hvem den egentlig er.
Dragen får en sjanse til å bli bedre. Tror dere at den tar en sjanse?


Svein Nyhus er en velkjent og prisbelønnet illustratør. Han har skapt sin egen stil som er preget av:
1. En uttrykksfull sterk og tendens til å bruke avrundede former og buede linjer.
2. Farger - dempet, vanligvis basert på kontrasten til grå/ blå og gul.
3. Symbolikk.
Svein Nyhus introduserte i denne boka temaet med en svart røyk som følger oss på hver side. Den svarte røyken symboliserer drages raseri, aggresjon og ondskap som ødelegger barnet. På den siste oppslag gjennomgår dragen transformasjon og røyken er hvit.
Jeg liker også et bilde som viser dørmatte. Den har en rund form og ligner en blink for skyting eller måltavle som kastes piler mot. Lilli står på matten/en blink når dragen angriper henne. Tegningen viser at barnet er målet for angrepet av sine foreldre.

Som gjelder teknikken Nyhus fortellerom dette seg selv: Illustrasjonene er tegna direkte i Photoshop med digitalpenn på tegneskjerm. Det er selvsagt mange måter å gjøre dette på. Metoden her har jeg brukt flere ganger før, men istedenfor å «klippe ut» biter med lasso-verktøyet og plassere dem på en egen bakgrunn, har jeg «malt» konturer, lys og skygge på samme flate».

I årets vakreste bøker 2019 Gro Dahke og Svein Nyhus fikk diplom for Dragen. Juryen har skrevet om boken: „Temaet om en uberegnelig og voldelig mor symboliseres av en drage som invaderer livet til ei lita jente. De tettpakkede og klaustrofobiske oppslagene er holdt i en ekspresjonistisk stil. Sidene bugner av detaljer og symbolikk som er stemningsskapende og setter en ubehagelig følelse i leseren. De dempede fargene okergult og gråblått står i fin kontrast til den røde dragen. Poesien i teksten og de flotte illustrasjonene formidler et viktig budskap til små og store barn: Det er lov å be om hjelp hvis mor er en drage».

Jeg håper at Dragen snart blir oversatt til polsk.





Gro Dahle, Svein Nyhus, Dragen, Cappelen Damm, Oslo 2018
Język/språk: norweski (bokmål)
Grupa wiekowa: dzieci i młodzież, bez ograniczeń wiekowych/ allalder bok






czwartek, 2 sierpnia 2018

Synne Lea, Stian Hole (ill.), Du og jeg



Du og jeg (Ty i ja) jest drugą książką duetu Synne Lea i Stian Hole. W roku 2013 wydali oni udany zbiór wierszy Nattevakt, który recenzowałam na blogu. 

Du og jeg to tekst napisany prozą, który jednak ze względu na dużą ilość metafor, symboli i gier słownych zbliża się do poezji. Ilustracje budują i wspierają tę poetyckość. Niektóre z nich przypominają surrealistyczne obrazy, inne kadry filmowe. Jaki byłby tytuł tego filmu? Stary człowiek i morze. Oto co przychodzi od razu do głowy.
W książce norweskich artystów występuje bowiem stary człowiek - dziadek, morze oraz para jego wnuków: rodzeństwo, dziewczynka i chłopiec.
Niewiele jest w tu akcji w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Dzieje się za to dużo na poziomie uczuć i przeżyć, a w szczególności na poziomie relacji między dziewczynką a dziadkiem. Książka rozpoczyna się i kończy w nadmorskim domu dziadka, i ta przestrzeń pełni swoistą klamrę kompozycyjną. Natomiast, to, co pomiędzy, czyli prawie cała książka rozgrywa się na morzu.
Zdanie otwierające brzmi: „Dziadek mówi, że łódź jest gotowa” („Bestefar sier at båten er klar”). Obrazek jaki towarzyszy tym słowom uruchamia od razu u czujnego czytelnika (a takim przecież jest większość  dorosłych miłośników książek dla dzieci) lampkę z napisami: „metafora, symbol, drugie dno”. Oto bowiem widzimy mocno starszego mężczyznę, który leży w łóżku, i siedzącą obok niego dziewczynkę, która trzyma go za rękę. Na nocnym stoliku leżą lekarstwa i szklanka ze słomką. Tak więc wydaje się, że nie będzie tu chodzić o pełną przygód i radości morską wyprawę, ale o całkiem inną podróż. Taką, którą w swoim czasie odbędzie każdy z nas.


Dziewczynka i jej młodszy brat wypływają łodzią z dziadkiem. I choć zaczynają wyprawę radośnie i „normalnie” od gry w słówka, to słowa jakie przychodzą dziewczynce do głowy  są znaczące: na przykład „znikać” lub „odchodzić”.
Dziewczynka, w przeciwieństwie do swojego brata, jest świadoma, tego że dziadek odchodzi. To książka o lęku przed stratą i śmiercią bliskiej osoby. Kiedy dziadek próbuje włożyć wiosła w ręce wnuczki i przygotować ją na złą pogodę i na to, że wkrótce będzie musiała sama sterować, ona tego nie przyjmuje.  Ale czy można się przygotować na sztorm? Czy można przygotować się na śmierć? Reakcją dziecka jest bunt i krzyk, sugestywnie pokazany przez Stiana Hole. Wielkie „NIE” zostaje podkreślone również przez czcionkę, która krzyczy swoją wielkością.
 „Nie chcę być w sztormie./Ja chcę być razem z tobą” („Jeg vil ikke være i uvær./Jeg vil ære sammen med deg”) krzyczy dziewczynka.
Krzyk jednak nie pomaga. Dziadek mówi, że musi odpocząć i kładzie się w łodzi z rękami złożonymi na piersiach. Ilustracja pokazuje umarłego/śpiącego, który leży w łodzi. To ładna i czytelna metafora odwołująca się do mitu o Charonie, przewoźniku dusz z greckiej mitologii, który pomaga duszom przeprawić się przez rzekę Acheron.



Dzieci zostają same i wygląda na to, że będą musiały przybić do brzegu bez pomocy dziadka. Jednak może jeszcze nie teraz… bo na ostatnich stronach widzimy dziadka, który cumuje łódź razem z wnukami.
Na ostatniej stronie jednak znowu go nie ma, dzieci są same w domu, siostra rozpala ogień w kominku, a brat patrzy za okno w nocne morze. Dziewczynka mówi: „Pali się” („Det lyser”).

Niejednoznaczność i nieoczywistość są według mnie zaletą tej opowieści. Synne Lea i Stian Hole pozostawiają czytelnika w stanie zaciekawienia, wytrącają go ze schematycznego myślenia, jakiemu sprzyjałby np. chronologiczny i realistyczny układ wydarzeń.

Nieoczywistość i surrealistyczny nastrój budują nie tylko tekst, ale również ilustracje Stiana Hole. Norweski rysownik pozostaje wierny swojemu wypracowanemu przez ostatnie 13 lat stylowi. Wykorzystuje dobrze znane z poprzednich książek motywy, np. ludzkie w twarze zanurzone w morzu jak wyspy. Tutaj uzyskują one jednak szczególnie dramatyczny charakter, obrazując umarłych- bliskich, którzy odeszli.
Przepiękna i symboliczna jest również ilustracja ukazująca łódki, w których z latarkami, lampami w rękach stoją ludzie, którzy utracili swoich bliskich. Każdy z nich stoi samotnie w łodzi i przeszukuje morze w poszukiwaniu tych, których kochał. W jednej z łodzi siedzi główna bohaterka książki.


Podoba mi się również wprowadzenie w ilustracjach - bo w tekście tego brak - wątku babci, która zapewne zmarła, a która pojawia się z dziadkiem np. w łodzi płynącej po weneckich kanałach. Ładny jest również motyw kolorowej wyspy, która budzi skojarzenie ze słynnym obrazem Arnolda Böcklina Wyspa umarłych.
Jeden z norweskich krytyków zarzucił autorce, że wprowadzając postać brata zaburzyła przejrzystość tekstu. Przyznaję, że brat trochę „przeszkadza” w rozmowie między wnuczką a dziadkiem, ale z drugiej strony ma on znaczącą rolę: dziadek przygotowując wnuczkę na swoją śmierć, pokazuje jej jak ważna jest relacja między nią i bratem. Wskazując, że powinna się opiekować bratem, podkreśla w ten sposób rolę więzi rodzinnych, miłości i ciągłości pokoleniowej.


To piękna i bardzo emocjonalna książka. Podoba mi się w 98 procentach. Mam jednak małe, naprawdę malutkie „ale”, takie na 2 procent. Otóż wydaje mi się, że tekst mógłby być odrobinkę skrócony, bez żadnej szkody dla jego znaczenia i siły wyrazu. Co do ilustracji, to są piękne, ale dwie z nich budzą moje wątpliwości. Te dwie mniej udane ilustracje to portret dziewczynki z wyciągniętą ręką, na której jest muszla - podarunek dla brata.  Będę szczera ten obrazek kojarzy mi się… z reklamą lub książkami o średnim poziomie artystycznym; pachnie tu trochę kiczem. Podobne wątpliwości budzi portret małej bohaterki w strugach deszczu. I w przypadku tych ilustracji mam ochotę powiedzieć panie Hole, przeholował pan nieco. Ale zauważcie, że są to tylko dwie ilustracje na 31!



Synne Lea og Stian Hole har tidligere samarbeidet om barnediktsamlingen Nattevakt (2013), link. Den var en vellykket bok. Er Du og jeg vill gjenta suksessen?
Det er ikke så mange personer som dukker opp i boka. Det er bare en jente, en gutt og en gammel mann. De er en familie og mellom bestefaren og barnebarn er et nært forhold.
Dette er ei bok om redsel for døden og ensomhet, for å miste selve holdepunktet i livet, for å miste de som vi er glade i.
På det første oppslaget leser vi: «Bestefar sier at båten er klar», og vi ser bestefaren som ligger i senga og jenta som holder ham i hånda. Bildet viser også litt mer: nattbordet og glasset med sugerøret. Gjelder det om en ekte rotur?
Mye tyder på at Du og jeg handler om en reise som alle må ta, en slags siste reis.


Selve teksten ligger nærmere seg poesi enn tradisjonelle barnebøker pleier å gjøre. Men Du og jeg er ikke en tradisjonell barnebok. Den gjorde sterkt inntrykk på meg. Den en symboltung boka med mange assosiasjoner.  Det er lett å få kulturassosiasjoner til: Den gamle mannen og havet av Ernest  Hemingway, Arnold Böcklins berømte maleri Dødens øy (Toteninsel) og  Freuds psykoanalyse.
Stian Holes fantastiske bilder og Synne Leas klok tekst hjelpe å snakke med barna om døden.


Synne Lea, Stian Hole (ill.), Du og jeg, Cappelen Damm, 2018.
Język/språk: norweski (bokmål)/ norsk (bokmål)
Grupa wiekowa/Alder: 5-99 lat/år




wtorek, 3 lipca 2018

Jak to jest być dzisiaj autorem literatury dziecięcej w Polsce? Rozmowa z Barbarą Gawryluk.


Barbara Gawryluk to pisarka dobrze znana. Mali czytelnicy lubią jej książki o zwierzętach. Nieco starsi doceniają jej opowieści o problemach polskich dzieci na emigracji. Spotkałam się z Barbarą w Oslo, gdzie była z krótką wizytą podczas swoich wakacji. Rozmawiałyśmy o problemach związanych z emigracją i tym, jak dzieci odbierają często „przymusowy” wyjazd z Polski. Tę część rozmowy możecie przeczytać tutaj.

Nasza rozmowa dotyczyła również kwestii związanych ze współczesną polską literaturą dla dzieci.




Jak to jest być dzisiaj autorem literatury dziecięcej w Polsce?
Na pewno dużo się zmieniło w przeciągu ostatnich 10-15 lat na plus. Więcej się mówi o literaturze dla dzieci, wychodzi dużo fantastycznych książek. Wytworzyła się pewna wspólnota twórców dla dzieci, mamy przekonanie, że robimy coś ważnego, że mamy wpływ na to, co się dzieje. Ale jest w środowisku również poczucie niedowartościowania, nie przez czytelników, bo to w przypadku dzieci jest niemożliwe, tylko przez tych, którzy są na zewnątrz relacji autor - czytelnik. Myślę, że jest tu jeszcze dużo do zrobienia w Polsce. Rozmawiam o tym z moimi kolegami z zagranicy i wiem, że to nie jest tylko polska bolączka, że w wielu krajach literatura dla dzieci jest traktowana z pobłażaniem.

Jak wyraża się to niedowartościowanie?
Żaden autor piszący dla dzieci nie powie „jestem pisarką” albo „jestem pisarzem”. Odpowie „jestem autorem książek dla dzieci” lub „jestem twórcą książek dla dzieci”. Ciężko nam przyznać nawet przed samym sobą, że jesteśmy pisarzami. Pisarz to jest Myśliwski, Tokarczuk. A my jesteśmy autorami małych książeczek, które nieraz składają się z kilkunastu zdań. I wiele osób myśli, że każdy mógłby coś takiego zrobić.

Niech spróbuje… żeby zobaczyć jak jest to trudne.
Nie jest to łatwe choćby z tego względu, że te książki dla dzieci podlegają od razu bezpośredniej krytyce. Książka dla dorosłych może zawierać wszystko, i jeśli coś jest niezrozumiale dla odbiorcy, to może być uznane za kaprys twórcy. Ale w literaturze dla dzieci jest inaczej: albo dziecko przyjmie książkę, albo nie. Ale wracając do twojego pytania, na pewno bycie twórcą książek dla dzieci jest atrakcyjne, jeśli chodzi o sposób życia. Bo jeśli już taką książkę napisze i zdobędzie ona popularność, to jest się zapraszanym na spotkanie autorskie. I to jest cudowne wyzwanie stać np. przed grupą pięćdziesięciorga dzieci i zachęcać ich do przeczytania książek. Ja to uwielbiam. Druga rzecz jest również cudowna, jak się napisze popularną książkę, to ta książka żyje przez wiele lat. Mam takie książki, które mają siedem, osiem wydań i cały czas są wznawiane. Bo dzieci dorastają, ciągle rodzą się nowe.

Czy można się utrzymać z pisania książek dla dzieci?
Miałabym wątpliwości, honoraria są dosyć niskie i nieporównywalne z zarobkami ludzi piszących dla dorosłych. Inna sprawa, że autor tworzący dla dorosłych pisze np. jedną książkę na kilka lat, natomiast autor tworzący dla dzieci pisze oczywiście więcej. 
Autorzy książek dla dzieci zarabiają również na spotkaniach autorskich. Ale tutaj znowu są stawki niższe niż dla pisarzy tworzących dla dorosłych, około pięciokrotnie niższe. 
Z grupy kilkudziesięciu autorów tworzących dla dzieci tylko niewielka część utrzymuje się wyłącznie z pisania. Przeważnie każdy jeszcze coś robi, wiele osób pracuje w wydawnictwach, niektórzy są nauczycielami lub dziennikarzami, jak ja.
Rynek literacki jest bardzo chimeryczny i nierówny, często dotykają nas zmiany różnych przepisów. W Polsce są one niekorzystne dla twórców. Dobrą rzeczą są natomiast wypłacane od dwóch lat rozliczenia biblioteczne; twórcy dostają raz w roku pewną sumę za wypożyczenia ich książek z bibliotek (publicznych, a nie szkolnych). Natomiast nie ma w Polsce stypendiów dla ludzi piszących dla dzieci. Jest trochę nagród, ale one zawsze są niskie.

Jakie są najważniejsze trendy we współczesnej polskiej literaturze dziecięcej?
Wróciła popularność serii. Przykładem są książeczki dla przedszkolaków o Basi autorstwa Zofii Staneckiej i Mariany Oklejak. Seria jest tak popularna, że właśnie powstał film. Serią, którą bardziej cenię jest opowieść o ryjówce Florce Roksany Jędrzejewskej-Wróbel. Książeczki zostały zilustrowane przez Jonę Jung. Popularne są książki Grzegorza Kasdepke, szczególnie te, którego bohaterem jest detektyw Pozytywka. Warto też wskazać kontynuatorki naszej najlepszej poezji, czyli Dorotę Gellner, której książki są wydawane przez wydawnictwo Bajka. Druga autorka to Agnieszka Frączek, która wydaje po kilka książek rocznie w różnych wydawnictwach. W literaturze dla starszych dzieci wielką gwiazdą jest Marcin Szczygielski, który wygrywa wszystkie konkursy. Stał się bardzo popularny również w Niemczech. Kolejne nazwisko to Andrzej Maleszka, czyli człowiek, który przyszedł ze świata filmu, autor m.in. cyklu Magiczne drzewo.


Barbara Gawryluk (ur. 1957) – pisarka, tłumaczka i dziennikarka. Jest uznaną autorką książek dla dzieci, które przyniosły jej wiele nagród.  Książka Dżok. Legenda o psiej wierności została wpisana na Złotą Listę Fundacji ABC. Książki W zielonej dolinie i Czarna, Klifka i tajemnice z dna morza nominowane były do Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego, zaś powieść Zuzanka z pistacjowego domu otrzymała Nagrodę Literacką im. Kornela Makuszyńskiego.
Barbara Gawryluk jest również laureatka nagrody IBBY za upowszechnianie czytelnictwa oraz Nagrody Krakowskiej Książki Miesiąca za biografię Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia.
Bohaterami książek Gawryluk często są zwierzęta: psy, foki, świnki, koty. Jest autorką, która z wielką sympatią i ciepłem potrafi przedstawić naszych „braci mniejszych”. Niektóre z jej zwierzęcych opowieści są dodatkowo oparte na faktach. Zarówno książki o zwierzętach, jak i dziecięcych bohaterach przekazują i promują pozytywne wartości, takie jak przyjaźń czy opieka nad słabszymi.
Autorka napisała również cykl książek dla starszych dzieci, w których podjęła temat emigracji i jej wpływu na dziecko. Bohaterami książek Moje BullerbynKolczyki Selmy, Dziewczynka z fotografii i Dwa domy jest Natalka i jej rodzina, która emigruje do Szwecji.
Barbara Gawryluk jest również tłumaczką szwedzkiej literatury dziecięcej. W jej przekładzie ukazała się większość części serii Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai Martina Widmarka i Heleny Willis.
Na co dzień pracuje w Radiu Kraków, gdzie prowadzi m.in. autorski program o literaturze dla dzieci Alfabet.



Jeg snakket med den polske barnebokforfatteren Barbara Gawryluk. Den første delen av samtalen gjelder Gawryluks serie bøker om en polsk jente som flyttet med sine foreldre til Sverige. Vi lurer på hva betyr utvandring for barn? Samtalen er publisert her
Den andre delen av intervjuet, som du kan lese på bloggen, gjelder dagens polske barnelitteratur. Barbara peke på noen av de «hotteste» navnene i polsk barnelitteatur slik som: Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Grzegorz Kasdepke, Dorota Gellner, Marcin Szczygielski og Andrzej Maleszka.

Jeg spør også om det er lett å være barneforfatter i Polen?

"Mye har endret seg de siste 10-15 årene. Barnelitteratur vekker interesse, mange fantastiske bøker kommer ut. I dag finnes mange verdens kjente polske illustratører", sa Barbara Gawryluk.

Men hun innrømmer at det finnes noen problemer. 
"Barnebokforfattere tjener mye mindre en de som skriver for voksne. Derfor de fleste polske barneforfattere må ha en «vanlig» jobb. Mange jobber som lærere. Jeg er journalist".

Finnes det positive sider med å bli barnebokforfatter?

"Selvfølgelig! Jeg elsker å skrive for barn. Og jeg elsker å møte med leserne mine, og setter pris på alle tilbakemeldinger. Dessuten hvis du har skrevet an bok for barna, den lever i mange år fordi nye lesere fremdeles er født…".



Barbara Gawryluk (født 1957) er en polsk barnebokforfatter, oversetter og journalist. Hun har utgitt mange bøker om dyr blant annet Dżok. Legenda o psiej wierności (Dżok. Legenden om hundens trofasthet) som er basert på en sann historie. Barbara forfattet også en serie om en polske jente som flyttet med sine foreldre til Sverige. Hun  mottatt mange priser for eksempel IBBY.
Hun har oversatt fra svensk til polsk Martin Widmarks barnebøker.