piątek, 7 lipca 2017

Gro Dahle, Svein Nyhus (ill.), Blekkspruten


Drodzy Czytelnicy,
Wybaczcie  przerwę w recenzjach. Niektórzy mogli odnieść wrażenie, że blog przestał istnieć. Tak jednak nie jest. Aby co nieco wyjaśnić przytoczę krótką rozmowę, jaką ostatnio odbyłam.
- Długo zamierzasz tak leżeć? - zapytał Troll siadając na mojej poduszce.
- Jestem chora - odpowiedziałam, zdejmując włochaty ogon, który łaskotał mnie w nos.
- Napisz coś - wtrącił Miś podając mi chusteczkę.
- Teraz i tak wszyscy są na urlopie i nikt nie będzie czytał o książkach dla dzieci - próbowałam znaleźć racjonalne argumenty.
- A może będą się nudzić na wakacjach, na przykład będzie padał deszcz i będą chcieli coś poczytać? - powiedział Troll.
- To cię wcale nie usprawiedliwia, nie marudź - dodał Miś z poważną miną.
No cóż, schyliłam pokornie głowę, odsunęłam trolli ogon z klawiatury i zaczęłam pisać…



Gdybym miała przedstawić listę najsmutniejszych książek dla dzieci, to ostatnia publikacja Gro Dahle i Sveina Nyhusa z pewnością znalazłaby się w pierwsze piątce. Para norweskich autorów znana jest z podejmowania trudnych tematów, wystarczy przywołać takie tytuły jak wydane w Polsce  Håret til mamma (Włosy mamy) i  Sinna Mann (Zły Pan) oraz nie tłumaczone Akvarium. Do tej pory podjęli oni takie tematy jak m. in.: zmaganie się dziecka z depresją matki, przemoc fizyczną i psychiczną w rodzinie, przejmowanie przez dziecko opieki nad chorą/uzależnioną matką.  Teraz przyszedł czas na temat jeszcze bardziej bolesny, a mianowicie wykorzystywanie seksualne dzieci.

Blekkspruten (Ośmiornica) opowiada o całkiem zwyczajnej rodzinie, którą tworzą mama, tata i dwoje dzieci, chłopiec - nastolatek i mała dziewczynka nazywana Gullet (Złoto). Gullet jest skarbem rodziców i radością domu. Błyszczy jak prawdziwe złoto. Dziewczynka uwielbia się bawić ze zwierzętami (pluszowymi) i w zwierzęta. Każdy z członków rodziny jest podobny do jakiegoś zwierzęcia, tata jest strusiem, brat małpą. Tylko z mamą jest mały problem, Gullet nie jest pewna czy jest ona kurą, zającem, a może niedźwiedziem?

Ilustracje są mocno związane z tekstem, co widać już na pierwszej stronie. Svein Nyhus używa swojej charakterystycznej kreski i tylko dwóch kolorów wypełniających, jasnego błękitu z odrobiną szarości oraz jasnej żółci. Symbolika barw jest uderzająca. Dziewczynka i przestrzeń wokół niej jest żółta, podobnie jak mama. Natomiast tata i brat oraz wszystkie przedmioty wokół nich są szaroniebieskie. Zastanawia także wybór zwierząt, do których podobni są w oczach dziewczynki tata i brat. Struś i małpa, Hmm… Wszystko wyjaśni się na kolejnych stronach książki. 
Pewnego dnia do pokoju Gullet przychodzi starszy brat, patrzy na nią dziwnie, a potem zamyka drzwi i zaciąga zasłony. Proponuje zabawę w ośmiornicę, każe jej ściągnąć spodnie i pozostałe części ubrania, a potem… jego macki, jego atrament są wszędzie.
„Atrament wypełnia usta i gardło, jest w środku głowy, w środku, na zewnątrz, nad, pod, wszędzie” („Blekket fyller munnen og halsen, er inne i hodet, inne i, utenfor, over, under, overalt”).



Ta straszna „zabawa” jest przedstawiona aż na dwunastu stronach  książki. Tekst i rysunki są nieprzyjemne, ich zadaniem jest  oddanie koszmaru jaki przeżywa  dziewczynka. Gro Dahle używa wielu słów, głównie czasowników, które próbują opisać stan dziecka w trakcie jak i po tym przeżyciu. Dominuje strach, niemożność sprzeciwu, a nawet obwinianie siebie. Rysunki są równie mocne jak słowa. Zanim starszy brat przemieni się ostatecznie  w ośmiornicę jego wygląd zdradza już pewne niepokojące elementy np. ręce, które na niektórych obrazkach są mało ludzkie a także zwisający, wijący się długi pasek u spodni, który niedwuznacznie przypomina penisa.  Gullet po tym zajściu przestaje błyszczeć, na rysunkach staje się całkiem błękitna. Na szczęście w tej historii jest promyk nadziei, bo dziewczynka opowiada o wszystkim mamie, a ta … zamienia się w orła. Mama robi to, co powinna zrobić, reaguje słuszną i zdrową agresją, jest wściekła i znajduje pomoc dla dziecka na zewnątrz, a także zabrania bratu zbliżać się do siostry. Gullet odzyskuje poczucie bezpieczeństwa, znowu zaczyna błyszczeć.
 „A Ośmiornica jest już tylko żabą, która nic nie może zrobić Gullet” („Og Blekkstrupen er bare en frosk som ikke kan gjøre Gullet noe lenger”).

Jest w tej książce kilka elementów, na które warto zwrócić uwagę. Po pierwsze podział na męski i żeński świat, gdzie ten pierwszy jest przedstawiony zdecydowanie negatywnie. Wspomniałam również o symbolice zwierząt, do których upodabniają się mężczyźni w tej rodzinie. Małpa i struś to stworzenia, niemające najlepszych konotacji w kulturze europejskiej. Zarówno w polskim jak i norweskim języku struś chowa głowę w piasek („Strutsen gjemmer hodet i sanden”) dokładnie tak jak tata, który po usłyszeniu od mamy, o tym co się stało nie chce o niczym słyszeć, ani rozmawiać.
„Tata jest strusiem i nie chce słyszeć o tym, nie chce rozmawiać o tym” („Pappa er struts og vil ikke høre om det, vil ikke snakke om det”).
Mama spełnia rolę obrońcy Gullet i przyjmuję naturalną, właściwą rolę dorosłego wobec dziecka.  Na rysunkach jest to pokazane i odniesione do świata zwierząt, gdzie psy opiekują się swymi szczeniakami, a krowy cielakami. Tata nie potrafi przyjąć roli ojca-opiekuna. Czy nie kryje się tu bolesna, ale i prawdziwa ocena ludzi, którzy bywają pozbawieni instynktów opiekuńczych, a więc są gorsi niż zwierzęta?

Następna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, to, to, że zarówno tata, jaki i brat są przedstawieni z komórką, komputerem, i-padem w ręce i słuchawkami w uszach. Nie jest to przypadek, bo  Svein Nyhus przydaje im te atrybuty na każdym obrazku. To czytelna diagnoza, wskazująca na negatywne oddziałanie rzeczywistości wirtualnej. Czy przebywanie w tym sztucznym świecie nie czyni nas nieczułymi, głuchymi lub po prostu złymi? Czy nie prowokuje dzieci i nastolatków do przemocy i seksu?

Rysunki, jak już wspomniałam są symboliczne, mocne i wyraziste. Można w nich znaleźć wiele zastanawiających elementów, np. na pierwszym obrazku, który jest swoistą zapowiedzią tego, co się stanie znajdują się przedmioty, które symbolizują „brudną sferę” jak np. otwarte drzwi do łazienki, gdzie widać muszlę klozetową lub leżący na podłodze obok brata papier toaletowy. Są tu również przedmioty o fallicznym kształcie i zwierzęta (pluszaki), które pojawią się w dalszej części książki, jak struś, małpa i orzeł.

Stworzenie  dobrej  (czytaj: wartościowej, odpowiedzialnej i użytecznej) książki dla dzieci o kazirodztwie i wykorzystywaniu seksualnym jest zadaniem niezwykle trudnym. Para norweskich autorów wybrnęła z tego zadania z sukcesem.  Symbolika, która jednak nie „zmiękcza”  i nie infantylizuje tematu pozwoliła pokazać prawdziwe (lub zbliżone do prawdy) oblicze tego problemu.  W efekcie powstała książka strasznie potrzebna. Jednak słowo strasznie napisałam z pełną świadomością jego wszystkich znaczeń. I dlatego mimo, że cieszę się, że Blekkspruten została wydana, to nie jestem pewna czy jest to lektura wskazana dla wszystkich małych czytelników. Rodzice i wychowawcy powinni rozważyć czy czytać tę książkę dzieciom i jak o niej rozmawiać. Z drugiej strony musimy mieć świadomość, że według oficjalnych danych w Europie jedno na pięć dzieci przeżyło wykorzystywanie seksualne. Ta statystyka nie pasuje do obrazu szczęśliwego i bajkowego dzieciństwa.

Ekteparet Gro Dahle og Svein Nyhus har sammen skapt en bok om seksuelle overgrep mot barn. Dette er ikke første gang de lager bøker om tabubelagte temaer. Deres bildebøker tar ofte opp mørke emner fra barns liv som vold (Sinna Mann) og psykiske problemer i familier (Håret til mamma og Akvarium).
Da jeg leste Blekkspruten, fikk jeg et stikk dårlig samvittighet. Hvis noen spør meg: hvilken barnebok er den tristeste du noen gang har lest, svarer jeg: Blekkspruten. Jeg lurer på om det finnes tabuer i skandinaviske barnelitteraur? Finnes det ingen grenser for hvor dystre dagens barnebøker kan bli?
Jeg vil ikke svare på disse spørsmålene her.  Men det er ingen tvil om at Blekkspruten er en viktig og helt nødvendig bok.  Statistikk viser kraftig økning i antall seksuelle overgrep mot barn i Norge. Aldri før har så mange seksuelle overgrep mot barn blitt avdekket. Kripos forteller om en økning på over 100 prosent! Seksuelle overgrep mot barn  er et aktuelt tema i mange europeiske land. Ifølge statistikken har en av fem barn opplevd seksuelle overgrep i Europa. Grusomt og uforståelig.

Barn trenger hjelp til å bearbeide ting de opplever, til å utvikle språk for også de problematiske sidene av livet.  Blekkspruten kunne fungere som terapeutisk verktøy.
Forfatteren og illustratøren bruker  metaforer og symboler slik som farger, symbolske dyr og ting.  Både i tekst og bilder finnes mange «tegn» på vonde.
«Fargene i boka er gjennomgående holdt i gylne gultoner og kalde, gråblå toner, og de er svært viktige: I begynnelsen er det et varmt, gyllent skjær over Gullet. Over broren, derimot, er det et mer kjølig drag – og det er altså i denne retningen (i leseretningen) at Gullet også skal komme til å bevege seg. Når overgrepet finner sted, er fargene blitt kjølige blå, og Gullet mister det gylne draget: «For hun er en grå stein nå, bare en mørk stein dypt under vann, en undervannsstein»
http://www.barnebokkritikk.no/vond-men-viktig-bok/#.WSMgroVOJ9B
Pappa er struts, broren er ape. Struts er et symbol på blindhet og treghet. Den som gjemmer seg for sannheten. «Pappa er struts og vil ikke høre om det, vil ikke snakke om det».  Ape er et symbol på ondskap og sluhet.  Det passer godt til broren som seksuelle overgrep mot lillesøsteren sin.
Språket er observerende, setningene er presise med poetiske kvaliteter. Siden Gro Dahle prøver å innta barnets perspektiv bruker hun mange verber.  
Hun sa: «Ord kan være redskap og verktøy. Det handler om å gi barn ord for å kunne gjenkjenne og identifisere vonde følelser, å gjenkjenne trygge og utrygge situasjoner. Jeg håper på å kunne gi barn ord for å kunne fortelle om sine erfaringer, gi dem ord for å kunne snakke om det som har skjedd, om det de har opplevd, fortelle de altfor farlige hemmelighetene sine».
https://www.forlagsliv.no/barnogunge/2016/09/13/gro-dahle-blekkspruten/

poniedziałek, 15 maja 2017

Gry Moursund, Tre biler og en død katt


Autorską książkę Gry Moursund Tre biler og en død katt (Trzy samochody i martwy kot) trudno przeoczyć. Zauważyli ją norwescy krytycy i jurorzy konkursu Kulturdepartementets pris (Nagrody ministerstwa kultury) przyznając jej główną nagrodę.
Moursund wpadła na świetny pomysł, który zrealizowała śpiewająco. Muzyka ma zresztą ważne miejsce w tej opowieści. Ale po kolej.
Historia jest prosta z interesującą akcją i odrobiną suspensu. Główną bohaterką jest kilkuletnia dziewczynka, właścicielka kota o imieniu Hampus. Jej przyjaciel jest uroczym rudym zwierzaczkiem, ma własny sweter i wózek. Nie ulega wątpliwości, że jest kochany i rozpieszczany przez swoją właścicielkę. Pewnego dnia dziewczynka wraca ze szkoły i nie może znaleźć Hampusa. Zajęta sprzątaniem mama, również nie widziała go od rana. Wkrótce zjawia się sąsiadka ze złą wiadomością: Hampus leży martwy w piwnicy. Mama i córeczka dochodzą do wniosku, że kot został przejechany, a potem w tajemniczy sposób trafił do piwnicy. Mała bohaterka razem z trójką swoich przyjaciół postanawia odnaleźć mordercę kota. Tre biler og en død katt to detektywistyczna książka obrazowa dla dzieci. To pierwszy szczęśliwy pomysł autorki. Drugi dotyczy zakończenia, w którym uczestniczymy w pogrzebie kota, żałobie i smutku dziewczynki. Taki finał sprawia, że książka detektywistyczna nabiera „egzystencjalnych rumieńców”. Trzeci dobry pomysł dotyczy tzw. świata przedstawionego, a więc miejsca i czasu rozgrywania się wydarzeń. Historia dzieje się w połowie lat 70. na małej wyspie, gdzie wszyscy się znają. Są tu tylko trzy samochody, co ma kluczowe znaczenie dla rozwiązania zagadki kryminalnej.

Ilustracje znakomicie oddają klimat i „smak” lat 70.  Mamy tu więc wzorzyste zasłony, sukienki, spodnie-dzwony, meblościanki i wiele innych. Słychać tu również muzykę lat 70. Rolę klamry kompozycyjnej pełni płyta Rogera Whittakera, której na początku słucha mama, a na końcu dziewczynka, opłakując przyjaciela. Autorka wprowadziła refren z piosenki The Last Farewell, która podobnie jak wideo do niej,  zainspirowała także ostatni rysunek w książce, a mianowicie kota odpływającego w morze na małej żaglówce. Te odwołania nadają książce niepowtarzalny nastrój, co zostaje dodatkowo podbite techniką, w jakiej zostały wykonane ilustracje. Powstały one przy użyciu tuszu, a ich specyficzna kolorystyka nasuwa skojarzenia z zestawem szkolnych pisaków.

Pomysł przywołania kolorytu lat 70. spodoba się z pewnością rodzicom, a może bardziej dziadkom (?) małych czytelników. Ale najmłodsi także nie mają, na co narzekać, bo książka przyciąga wartką akcją, bohaterami, z którymi łatwo się utożsamić i ładnymi i pełnymi interesujących szczegółów ilustracjami. Norweska autorka funduje więc małym i dużym czytelnikom niebanalną podróż w czasie. Dla pierwszych będzie to wędrówka w nieznane, dla drugich wspomnienie z dzieciństwa.
Gry Moursund hadde en god idé. Deretter gjennomførte hun den utmerket. Tre biler og en død katt er «en detektiv bildebok» for barn. Hovedpersonen er ei lita jente som har verdens fineste kattepus Hampus. Katten har sin egen genser og sin egen vogn. Men Hampus dør. Det viser seg at det må være en bil som har kjørt på Hampus. Hvem gjorde det? Siden det finnes tre biler på øya, er det bare tre mistenkte, butikkmannen, Karsten Oppihaugen og taxisjåfør Laila. Jenta og hennes venner må løse denne saken. Tre biler og en død katt er en bok med mange lag. Dette er også fortelling om døden og lengsel.
Men jeg liker best en stemning som Moursund har skapt. Forfatterens valg av sted (en liten øy) og periode (på 70-tallet)  for handlingen gjør at denne boka treffer både store og små lesere. Walter Wehus sier:
"Moursund fanger stemningen fra tidsperioden ikke bare gjennom klær, frisyrer, farger og mønstre, men også med selve verktøyet hun har begrenset seg til. Boken er illustrert nesten gjennomgående med tusjer av den typen som sender tankene mot barndommen og 15-20-pakninger med plasttusjer i full fargeskala. De tydelige tusjstrekene gir et unikt uttrykk til boken, som på den ene siden inviterer til nostalgi fra de voksnes side gjennom koloritten, og på den andre siden appellerer til barn ved at mediet tusj på papir er så gjenkjennelig.
Tegningene er nærmest av motsatt karakter enn i Bukkene Bruse-bøkene, med få og svært store figurer tegnet i perspektiv på sidene. Uttrykket er barnlig, men komposisjonene er voksne. Du gjetter deg nok ikke til at det er samme illustratør som i Bukkene Bruse-bøkene ut fra streken, men viljen til å ta i bruk barnas teknikker binder dem sammen".http://www.periskop.no/nar-proffene-etterligner-amatorene/
Flere norske bildebøker preges av retronostalgisk utrykk. Men det er første bildeboka* som viser lengsel etter 70-tallet. Boka ble kåret til Kulturdepartementets prisen for barne- og ungdomslitteratur utgitt i 2016.
*som jeg er kjent med
Gry Moursund, Tre biler og en død katt, Gyldendal 2016
Język/språk: norweski (bokmål)
Grupa wiekowa/Alder: 6-9



czwartek, 20 kwietnia 2017

Øyvind Torseter, Hullet



Nazwisko Øyvinda Torsetera pojawia się na moim blogu z pewną regularnością. Omawiałam jego autorką książkę Mulegutten http://trolleimisie.blogspot.no/2017/01/yvind-torseter-mulegutten.html,  Bruna http://trolleimisie.blogspot.no/2015/04/hakon-vreas-tekst-yvind-torseter.html  i dwie filozoficzne książeczki Sokrates og pappa i  Sokrates og pappa tar seg tid http://trolleimisie.blogspot.no/2017/01/yvind-torseter-mulegutten.html   
Torseter jest jednym z moich ulubionych rysowników, którego cenię zarówno za ciekawą kreskę, jak i  poczucie humoru. W książce pt. Hullet (Dziura) spotykamy tytułowego bohatera Mulegutten, czyli sympatycznego „Pyszczaka”. Tym razem będzie się on musiał zmierzyć z tytułową dziurą, która pojawiła się w jego nowym mieszkaniu.  Kiedy rozpakowuje pudła ze swoim dobytkiem, a w przerwie tego zajęcia zasiada, aby coś zjeść, zauważa dziurę w ścianie. Po chwili idzie do łazienki i potyka się o dziurę, która tym razem znajduje się w podłodze, a po chwili… widnieje w drzwiach. Mamy tu więc do czynienia z… wędrującą dziurą. Zaradny bohater postanawia coś z tym zrobić: dzwoni do odpowiedniej instytucji, łapie dziurę do pudełka i zanosi do laboratorium, gdzie naukowcy przeprowadzają na niej testy. Ale jak to bywa, nie wszystkie zagadki da się wyjaśnić metodą naukową. Dziura zastaje w archiwum, bohater wraca do domu, a tam odkrywa, że dziura… Nie będę spoilerować, domyślcie się sami.

I tu nasuwa się najciekawsze pytanie: jak pokazać rzeczoną dziurę w książce? Otóż można by ją namalować, np. jako ciemną kropkę. Ale czy byłaby to przekonująca dziura? Wątpię. Autor i wydawnictwo zdecydowało się pokazać dziurę jako dziurę! Książka ma w środku przez całą grubość  łącznie z okładką wybitą małą dziurkę o średnicy około 1 cm. Rysunki ściśle korespondują z tym  zamierzonym brakiem. Ponieważ „bohaterka” pojawia się na każdej stronie, rysownik musiał się wykazać sporą pomysłowością. I tak dziura jest np. światłem w sygnalizacji miejskiej, okiem przechodnia, balonem, nosem dziecka, księżycem. 
Ze względu na szczupłość tekstu Hullet, lepiej byłoby nazwać komiksem niż książką obrazkową. Wszystko dzieje się w warstwie obrazowej.  Charakterystyczna kreska i niewielki dodatek kolorów są wyróżnikami stylu Torsetera, podobnie jak dawka ironii.
W efekcie otrzymujemy publikację, która sprawi radość zarówno dzieciom jak i dorosłym. Książkę, która jest również zabawką, bo przecież przez dziurę można obserwować różne rzeczy np. wiosenne niebo albo kwiatki na parapecie. Dziura daje ogromne możliwości, ba można powiedzieć, że Dziura otwiera na świat.
Hullet otrzymała nagrodę dla Najpiękniejszej Książki roku 2012. Książkę można obejrzeć tutajhttp://kreativtforum.no/artikler/nyheter/2013/03/hullet-av-oyvind-torseter-er-arets-vakreste-bok

Denne boka handler om... et hull. Men det er ikke et vanlig hull som vi kunne oppdage i sokken. Vi kunne kaste de gamle sokkene (med hullet selvfølgelig) og  saken er ute av verden.
Torseters bildebok er mer komplisert. Hovedpersonen - som vi har møtt i boken Mulegutten - flytter inn i ny leilighet og ser et hull. Og det flytter på seg. Fra kjøkkenveggen, til baderommet, til gulvet. Han prøver å finne en forklaring og oppsøker ekspertise. Men det er ikke alt som kan forklares, kanskje han bare må akseptere at det er der. Og slik slutter historien.
Her oppstår et spørsmål: Hvordan vise et hull? Det er mulig å tegne det som en mørk prikk eller flekk. Men det er ikke overbevisende, etter min mening. Forlaget og forfatteren har bestemt seg for vise et ekte hull. De stanset gjennom hele boka og utgjør et fysisk kikkhull. Det er perspektivet i tegningene som endres, og som gjør at hullet fungerer som måne, ballong, trafikklys, barnenese og altså som hull.
Boka ligner en tegneserieroman. Norske anmeldere påpeker likheter mellom Hullet og Kafka, Shaun Tans bildebøker og den  gamle barne TV-serien Streken. Hullet er en absurd og underholdende fortelling. Jeg fikk stor sans for både konsept og bilder, og vil jeg derfor anbefale denne flotte boken til små og store lesere.
I 2012 Hullet i tillegg til gull i kategorien Skjønnlitteratur bildebok, ble utpekt både som Årets best tilrettelagte bok og Årets vakreste bok. Her kan   du se boka  http://kreativtforum.no/artikler/nyheter/2013/03/hullet-av-oyvind-torseter-er-arets-vakreste-bok

Øyvind Torseter, Hullet, Cappelen Damm 2012
Język/Språk: norweski bokmål/ norsk bokmål
Grupa wiekowa/Alder 6-9 lat/år


piątek, 24 marca 2017

Gudny Ingebjørg Hagen, Małgorzata Piotrowska (ill.), Fest og feiring



Fest og feiring (Święta i celebrowanie) to jeden z najciekawszych norweskich projektów wydawniczych ostatniego roku. Został znakomicie przyjęty przez krytyków i uhonorowany prestiżową nagrodą literacką Brageprisen w kategorii literatura faktu dla dzieci i młodzieży. Na projekt składa się pięć książek skierowanych do dzieci w wieku przedszkolnym, które opowiadają o najważniejszych świętach w głównych religiach. Są to: God divali! (Wesołego divali!), God hanukka! (Wesołego hanukka!), God id! (Wesołego id!), God jul! (Wesołych świąt Bożego Narodzenia!), God vesak! (Wesołego vesak!). Mały czytelnik ma okazję trochę zaznajomić się z hinduizmem, judaizmem, islamem, chrześcijaństwem i buddyzmem.  W wielokulturowej i wieloreligijnej Norwegii istnieje zapotrzebowanie na takie książki. W norweskich przedszkolach i szkołach spotykają się chrześcijanie, muzułmanie i hinduiści. Można by podejrzewać, że jeśli książka powstaje w odpowiedzi na zapotrzebowanie, to będzie tyleż pożyteczna, co… nudna. Jednak w tym przypadku jest inaczej. Fest og feiringedukacyjne i ciekawe. Ideą, która łączy wszystkie książki, poza tematem rzecz jasna, jest pomysł wspólnego podwórka, przy którym mieszkają bohaterowie wszystkich książek. Wspólna ulica ma dodatkowo wymiar symboliczny i można ją rozumieć jako świat, w którym obecnie żyjemy.  Pomysłem na każdą książkę są dziecięcy bohaterowie i ich rodziny, które celebrują święta religijne. Każdy tom ma swoich małych bohaterów, którym w trakcie przygotowań do święta, przydarzają się różne przygody. Jest sporo akcji, przygody, i zaskoczenia. Ponieważ każda historyjka jest inna, autorki uniknęły sztampy i schematyczności, jaka mogłaby się pojawić w tego rodzaju przedsięwzięciu.
Ilustracje Małgorzaty Piotrowskiej są - jak zwykle - znakomite, piękne kolorystycznie, zawierające mnóstwo dodatkowych historyjek, które rozbudowują tekst i dają czytelnikom możliwość dopowiadania dodatkowych wątków.
Ciekawostką jest to, że książki mają zostać przetłumaczone na pięć języków, w tym polski. 

Zapytałam Małgorzatę Piotrowską o pracę nad tym projektem.

W 2016 za cykl książek Fest og feiring  (Święta i celebrowanie) razem z  Gudny Ingebjørg Hagen zostałaś uhonorowana Brage Prisen, jedną z najważniejszych nagród literackich w Norwegii. Serdecznie gratuluję. Jury doceniło zarówno pomysł serii, jak i wykonanie, a więc tekst i twoje rysunki. Na czym polega wyjątkowość tego projektu? Czy praca nad nim była wyzwaniem?
Małgorzata Piotrowska: Seria książek o świętowaniu i świętach w różnych religiach, którą tworzyłam z Gudny to zupełnie coś innego. Ogromna praca ze stworzeniem wiarygodnego miejsca, osób, detali. Wymagała intensywnej i ścisłej współpracy z autorem i redakcją. Były różne fazy. Najpierw zostałam wybrana spośród innych ilustratorów do projektu. Potem była faza zbierania materiałów do poszczególnych świat, czyli spotkania z ludźmi z różnych kultur, którzy byli skłonni opowiadać, pokazywać zdjęcia, wpuszczać nas do swoich domów, żeby pokazać swoją kulturę. To są ludzie, którzy tu żyją są zintegrowani, funkcjonują w norweskiej kulturze, ale jednocześnie mają swoje religie, obyczaje. I trzeba to było pokazać w kontekście, że chociaż różnią nas religie to świętujemy podobnie - w radości oczekiwania, szykowania się, przygotowywania jedzenia, są bliscy, często drobne prezenty, niespodzianki. Chodziło przede wszystkim o pokazanie, jak jesteśmy wszyscy do siebie podobni. Czułam się trochę jak demiurg, bo  to ja miałam stworzyć to miejsce, tą ulicę,  na której ci wszyscy ludzie mieszkają. Stworzyć wiarygodne postaci dzieci i dorosłych, stworzyć ramę i furtkę,  która otwiera w podobny sposób każdą z książek tej serii. Potem była faza dokładnych szkiców czarno-białych z detalami, które można było dokładnie zobaczyć i ewentualnie zmieniać. Całe szczęście, bo nawet w fazie gotowych już kolorowych rysunków  zdążyło się kilka poprawek bardzo istotnych. Detale musiały być sprawdzone przez konsultantów. Po raz pierwszy w taki sposób pracowałam w takiej dyscyplinie, ale jednocześnie było to też pole do popisu, żeby okrasić to swoim humorem, coś od siebie dodać. Jako polski ilustrator mogłam dołożyć do historii z książeczki o Bożym Narodzeniu, gdzie występują dwie rodziny protestanci - Norwegowie i Polacy - katolicy, polski wigilijny stół z dodatkowym nakryciem i opowiedzieć o tym polskim zwyczaju.  Pozwoliłam sobie też na napisanie po polsku „Wesołych świat” na jednej z ilustracji. I bardzo dużo dowiedziałam się też o genezach świętowania w tych pięciu religiach. Biorąc pod uwagę, że mam już swoje lata i wielu rzeczy nie wiedziałam, są to ważne książeczki w ogólnej edukacji, w świecie,  który tak się wymieszał, tak nas podzielił, ale jednocześnie do siebie zbliżył. Musimy się poznać, zaakceptować polubić i zrozumieć.

Fest og feiring har vunnet Brageprisen 2016  i kategori åpen klasse: Sakprosa for barn og unge.   Den består av fem bøker som viser hvordan en sentral høytid fra verdensreligionene kristendom, jødedom, islam, buddhisme og hinduisme, feires av dagens småbarnsfamilier i Norge.
Vi møter fem familier som bor i samme gate. Det er en lys idé og et symbol på nåtidsverden. Vi lever i en flerkulturell verden og trenger mer flerkulturell forståelse enn noensinne. Det finnes behov for denne type bøker. Fest og feiring er et ambisiøst prosjekt som svarer på den. Jeg tror bøkene vil fungere vel så godt som samtale- og lærebøker og at de kan passe for både yngre og litt eldre barn. Bøkene gir leserne kunnskaper om sentral høytid fra verdensreligionene kristendom, jødedom, islam, buddhisme og hinduisme. Fortellinger er interessante og engasjerte med litt action, humor  og spenning. Malgorzata Piotrowskas  illustrasjoner er vakre, muntre og  detaljrike som vanlig.
Juryen sier i sin begrunnelse:
«Fest og feiring er et stort og gjennomarbeidet verk som løfter fram rikdommen i det kulturelle mangfoldet. Å fortelle om de store verdensreligionene med de største feiringene som inngangsportal er både klokt og praktisk med tanke på hverdagen i barnehager og skoler. De fem bindene er viet hver sin religion, med hver sin familie, hver sin hovedperson. De enkle historiene som faktastoffet er vevet inn i, er nøkterne, men inneholder også spenningsmomenter som er ypperlig tilpasset til de eldste barnehagebarna og de yngste skolebarna. Illustratør Piotrowska har utfoldet seg med varme farger, glade streker og komposisjoner som gjør at leseren stadig oppdager noe nytt. Bøkene fremstår estetisk som vakre overflødighetshorn med et vell av informative detaljer. Verket støtter opp om integreringsarbeid i praksis, uten at det presses på leseren. Dette kunstneriske og pedagogiske verket framstår som et resultat av et særdeles fruktbart samarbeid mellom tekstforfatter og illustratør».

Gudny Ingebjørg Hagen, Małgorzata Piotrowska, Fest og feiring, Cappelen Damm 2016.
God divali!, God hanukka!, God id!, God jul!, God vesak!
Język/språk: norweski (bokmål)/ norsk (bokmål)
Grupa wiekowa/Alder: 3-10 lat/år


środa, 8 marca 2017

Haddy Nje, Lisa Aisato (ill.), Snart sover du. Et års god natt




Lubię twórczość Lisy Aisato, czego dowodem jest ilość recenzji poświęconych tej autorce na moim blogu.

Kiedy przeczytałam i obejrzałam jej najnowsze dzieło, w pierwszym odruchu chciałam natychmiast biec do komputera, aby napisać pełną zachwytu recenzję. Ale zaraz, o dziwo, coś mnie powstrzymało… pojawiła się wątpliwość. Odłożyłam książkę na trzy tygodnie. Kiedy ponownie po nią sięgnęłam, już wiedziałam, dlaczego nie mogę dołączyć do chóru zachwyconych norweskich recenzentów. Jakkolwiek nie śpiewam w tym samym chórze, to potrafię ich zrozumieć. Co więcej dobrze rokuję książce i uważam, że ma ona duże szanse osiągnąć sukces na rynku. Nie wątpię, że wielu rodziców kupi ją dla swoich dzieci. Dlaczego? Powody są co najmniej trzy.

Po pierwsze autorki, czyli kolejny duet rodzinny na norweskim podwórku. Tym razem dwie siostry: znana rysowniczka Lisa Aisato (ur. 1981) oraz autorka tekstów, piosenkarka i dziennikarka Haddy Nje (ur.1979) . Obie są w połowie Gambijkami urodzonymi w Norwegii. Śliczne, sympatyczne i powszechnie znane. To ważny czynnik, który wpływa na pozytywny odbiór książki.
Po drugie temat i forma. Snart sover du. Et års god natt (Wkrótce zaśniesz. Dobranoc przez cały rok) to jak łatwo się domyśleć kołysanki lub wierszowanki zasypianki dla dzieci. Zostały napisane rymowanym wierszem. Przez cały tekst przewija się leitmotiv, który lepiej w tym przypadku nazwać refrenem, mowa w nim o zmieniających się porach roku.
„Etter vinter kommer vår.
Aldri skal de snu.
Om våren sover sommer.
Og snart sover du”.

Po zimie przyjdzie wiosna.
Nigdy odwrotnie.
Wiosną lato śpi.
I ty wkrótce zaśniesz.
(tłumaczenie dosłowne bez rymów, które są w tekście norweskim).
Pory roku są spersonifikowane, przedstawione jako cztery postaci kobiece, które śpią i budzą się i świat do życia. Pomysł nie jest nowy, ale z pewnością nośny. Jeśli miałabym ocenić tekst Haddy Nje, to nazwałabym go poprawnym, ale tradycyjnym i mało nowatorskim.
Trzecim elementem, który zadecydował o dobrym przyjęciu książki są ilustracje. Lisa Aisato posłużyła się techniką pasteli łączonej z akwarelą. I jak to zwykle bywa w przypadku tej rysowniczki powstały obrazki piękne kolorystycznie. Na uwagę zasługują szczególnie personifikacje pór roku: zwariowana wiosna z trawą na głowie, lato, które jest małą, ciemnoskórą dziewczynką, kobieca jesień, która przypomina odrobinę bohaterkę Fugl, starcza zima z czerwonym nosem.
I jeśli dotarłeś do tego miejsca, drogi czytelniku, to zapewne zadałeś sobie pytanie: o co recenzentce chodzi? I dlaczego się czepia, skoro wszystko, co do tej pory napisała, należy uznać za pozytywy. Otóż tak istotnie jest. Książka Snart sover du ma wiele zalet i w zasadzie tylko dwie rysy. Jednak te rysy mocno psują obraz całości.
Rysunki są zbyt… piękne, nadmiernie dopieszczone i uładzone. Kreska jest doskonała technicznie, ale usunięcie z niej wszelkiej „chropowatości” (indywidualności?) sprawia, że granica między obrazkami w Snart sover du a doskonałym zdjęciem/kopią jest dość nikła. Twarze śpiących dzieci, które pojawiają się w tej książce kojarzą się z portretami na sprzedaż, w których artyści (?) zawsze upiększają rzeczywistość. Nadmiar również jest grzechem: ilość kwiatów i liści, które towarzyszą nam prawie na każdej stronie jest odrobinę przytłaczająca. Ale grzechem najcięższym, którego nie mogę darować - i tu zbliżam się do clue – jest relacja między tekstem a obrazkami. W Snart sover du obrazki są dosłowną ilustracją tego, co znajduje się w wierszu. Jeśli w tekście czytamy, że wiosna się budzi, przeciąga i robi szpagat nad dachami to na obrazku widzimy dokładnie to samo. To samo i nic więcej.
Tak więc, nie mogę darować autorkom, że nie pozostawiły pola dla wyobraźni małych czytelników. Że dały im gotowe danie na tacy. A daniem tym jest tort z  bitą śmietaną, owocami, bezą, galaretką. Piękne, pyszne, ale... mało pożywne. Po krótkim czasie czuć tylko cukier, dużo cukru.
Tutaj możecie obejrzeć książkę i posłuchać piosenki jaka została nagrana do tekstu.http://snartsoverdu.no/




Jeg har likte veldig godt Lisa Aisatos bøker. Det viser bloggen min.
Da jeg hadde lest den siste boka av henne, ville jeg skrive en utmerket anmeldelse. Det var den første impulsen. Men det gjorde ikke jeg. Jeg la boken tilbake på en hylle i stedet for. Etter tre uker innså jeg hvorfor jeg kan ikke skrive en uvanlig bra anmeldelse.
Snart sover du fikk stor medieoppmerksomhet og  mange gode anmeldelser i dagspressen. Journalister brukte ordene slik som: «original», «genial» og «klassisk».
Det finnes noen grunner at boka har vekket så stor oppmerksomhet. For det første er den skrevet av de talentfulle, snille og populære søstrene Haddy N'jie og Lisa Aisato.
For det andre er det sjangeren sovebok som retter mot mange lesere. Dessuten kobles barnets søvn til årstidene.

 „Etter vinter kommer vår.
Aldri skal de snu.
Om våren sover sommer.
Og snart sover du”.

Det er en velkjent tematikk i barnelitteraturen men den kunne fange mange leserne, synes jeg. Haddy N'jie dikt består av enkle vers med enderim.  Den er verken bra eller dårlig.
For det tredje er Lisa Aisatos illustrasjoner  fargerike og dekorative. Men...
Det finnes to norske anmeldere som peker på noen svakheter ved boka.
Birgitte Furberg Moe sier:
«Njies språk er fylt av mye sødme: «honningdråper», «regn på gylne strå», «eplesøtt», og «et bær med sukker på» er noen av motivene. I kombinasjon med Aisatos bilder blir det mye av det søte, nettopp som i en herlig drøm».http://www.barnebokkritikk.no/storslatte-sodmefulle-sovn/#.WLWHqoWcF9B

Kjetil Røed er mer kritisk til boka: «For meg ser illustrasjonene i denne boka ut som søtladen kitsch – drømmebilder med påfallende lite kompleksitet og oppfinnsomhet. Dette er rosenrøde drømmebilder».http://www.periskop.no/sotladen-kritikk-odeleggende-kjendisstoff

Kritikken er berettiget. Når jeg ser på fire oppslag i boken som viser ulike sovende barn, tenker jeg om portretter til salg som forestiller mennesker penere enn de er faktisk.
Etter min mening forholdet mellom bildene og tekster fungerer ikke helt bra. Dessverre oppleves noe av teksten overflødig i forhold til bildene og utgjør dermed ikke en nødvendig del av ikonoteksten. I en god bildebok gir bildene oss detaljene som teksten ikke sier noe om, og utvider de teksten på den måten. I Snart sover du  presenterer  illustrasjonene det samme som teksten. Det fører til at det finnes ikke et rom for lesernes egen fantasi.
Da hadde jeg lest boka, tenkte jeg også om en bløtkake med krem av pisket kremfløte, jordbær, blåbær, bringebær, vaniljekrem og sjokolade. Du klarer ikke  stoppe å spise den. Du må spise den opp, hvis du først begynner. Men etterpå du er fort sulten igjen og leter etter mer næringsrik mat.
Selv om  jeg er ikke helt glad i Snart sover du, gleder jeg til neste bok av Lisa Aisato.
Her kan du lese eller synge:) teksten til en melodi av Ørnulv Snortheim.http://snartsoverdu.no/

Haddy Nje, Lisa Aisato, Snart sover du. Et års god natt, Cappelen Damm 2016
Język/språk: norweski (bokmål)/ norsk (bokmål)
Grupa wiekowa/Alder: 3-6 lat/år